niedziela, 12 grudnia 2010
zastój.
Mam totalny zastój. Nie mogę zebrać w sobie sił do jakiegokolwiek działania, nie wiem czego to jest przyczyna. Może pogoda tak na mnie działa, albo zatrzymałam się w czasie. Jak to dziwnie brzmi, ale chyba odczuwam właśnie coś takiego. Zatrzymałam się w okresie letnim. Osiadłam na laurach z tamtego okresu i nie umiem wziąć się znów do roboty. Ten czas mi tak szybko minął i ani się obejrzałam a tu już koniec '10 roku i za chwile zacznę drugie półrocze, a za kolejną chwilę ocknę się 20 któregoś czerwca na dziedzińcu szkoły ze świadectwem. Tylko żeby to świadectwo było coś warte muszę się w końcu ocknąć, a nie tylko ciągle to powtarzać, a w rezultacie nic nie robić. Od zawsze należałam do osób raczej leniwych, ale to co się teraz ze mną stało zaczyna mnie przerażać. A najgorsze w tym wszystkich jest to, że nie umiem zapanować nad tym rozlegającym się wewnątrz mnie lenistwem, po prostu, gdy mnie ogarnia muszę się mu poddać i nic nie mogę zrobić. Mam zastój, który mnie niszczy. A to przecież taki ważny rok, który do tej pory skutecznie zawalam, wszystko mnie przerasta a ja sobie z tym nie radzę...jestem beznadziejna. Tak, właśnie tak, totalnie, bezgranicznie, beznadziejna... SAD.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz